Szakalem po Dobrej, czyli… Kasia o podwójnym pucharze

Oj, będzie ciężki weekend… tak sobie pomyślałam w piątek.
Jak my to zrobiliśmy… to w zasadzie nie wiem… Kurczę nie prawda wiem i aż głupio się przyznać…14712471_1785501378355186_6473745283907650637_o
Na samym początku naszej znajomości z Błażejem i Emilką wykombinowaliśmy, że pobiegniemy jakieś takie zawody – nie tylko biegowe – i padło na duatlon… ale… i tu zaczyna się historia naszego szalonego weekendu 🙂 Gdy zapisałam się na Szakala razem z Maćkiem, Błażej powiedział, że w przeddzień półmaratonu jest duatlon… Długo zajęło mi zapisanie się na te zawody. Nie byłam przekonana do nich do końca. Oczywiście nie byłabym sobą, gdyby ciekawość nie wygrała.14633397_1785561088349215_8428802506641368762_o
I tak, w sobotę o 10.00, wystartowaliśmy w Dobrej w duatlonie 🙂 Oczywiście dotarliśmy tam samochodem Emilki, a nasze rowery dostarczył Błażej.
Mój rower… hm!
To jest jeden z niepasujących elementów do tej konkurencji… no ale zapisana i trzeba wystartować. Siedem i pół kilometra spokojnego biegu – takie było założenie, i tak zostało zrealizowane. 14556584_355775308099118_4102988297220230378_oSpokojnie, później jeszcze trzynaście na rowerze… to już nie do przewidzenia.14680750_1437022796325316_2673641286370529917_n
Mój rower nie chciał ze mną współpracować. Koła mu grzęzły, przerzutki nie wcho­dzi­ły – jakaś masakra… a na koniec, na zjedzie z górki, zaliczyłabym piękną wywrotkę. Ale to nie koniec przygód… oczywiście po biegu trzeba było przesiąść się na rower… kask, rękawiczki, nie wiem ile czasu mi to zajęło, ale jakoś dałam radę. Później zmiana z roweru na nogi…
Tu rower zabrał Zbyszek. Kask wylądował na ziemi, a reszta odzieży na poboczu strefy zmian i po drodze na trasę. Okulary, rękawiczki opaska… wszystko, co można z siebie zrzucić…
I gdzie są moje nogi… ktoś zabrał mi moje nogi ?!
potrzebowałam pięciuset metrów, by mój mózg oddał moje nogi… Dokończyłam dwukilometrowy bieg, dobiegłam jako przedostatnia… .ale i tak byłam z siebie zadowolona. Super zabawa 🙂 Paradoksem tej zabawy był puchar  🙂
Niedziela to kolejna zabawa, ale tu już nie będzie tak jak wczoraj… tu jest plan, który trzeba wykonać 🙂
Wczoraj odebraliśmy pakiety startowe, więc dziś można było dłużej pospać  🙂
Ruszyliśmy ku przygodzie z półmaratonem o 10:30… Dojechaliśmy na miejsce, zaparkowaliśmy i zrobiliśmy rozeznanie w terenie, czyli zlokalizowaliśmy depozyt, szatnię i toalety 🙂
Do startu zostały dwa kwadranse. Rozgrzewka z Moniką dookoła stawu… i na start.
Wystrzał, biegniemy…
Gadamy sobie i zastanawiamy się, jak to będzie, gdy będziemy kończyć… Minęły trzy kilometry, a my sobie rozmawiamy, szybko mija czas… Na ósmym kilometrze – chyba na ósmym kilometrze mija nas lider wyścigu  🙂 My sobie drepczemy 🙂
Biegnę.
Spoglądam na pulsometr – trochę dużo – więc mówię do Moniki: – Za szybko biegniemy.
Monika zwalnia i biegniemy razem. Do szesnastego kilometra biegniemy razem, później się rozdzielamy. Ona biegnie szybciej – ja swoim tempem… Dobiegam do mety, ostatnie trzy kilometry biegnąc tak szybko, jak tylko mogę… wyprzedzam trzy dziewczyny i wpadam na metę…
Na mecie jest już Maciek Mazerant, i Monika Strobin… czekamy na innych…
Pojawiają się po kolei nasi klubowicze… Są dziewczynki… Justyna i Gabrysia – wielkie brawa, dziewczyny! Za nimi wbiega Emilka 🙂 Super 🙂 W końcu odmeldowują się wszyscy…
Idziemy przebrać się w suche ciuchy… Jako drużyna zajmujemy czwarte miejsce. Ale i tak w dniu dzisiejszym dla mnie osobiście największymi bohaterami tego biegu są Justyna Pastwińska, Gabriela Sielecka i Emilka 🙂 Dziewczyny! Jesteście wielkie 🙂 Wasza pierwsza połówka – brawo Wy 🙂
Jak co roku, bieg odbył się w pięknym malowniczym lesie … było bajecznie kolorowo 🙂
Wracamy za rok  🙂
Monika – bardzo dziękuję za każdy kilometr trasy… jesteś mega !!!

Dodaj komentarz