SWIMRUN czyli Norwegia zawitała w Polsce

Gdy usuniemy z triathlonu kolarstwo powstanie nam zupełnie nowa dyscyplina- swimrun. 27.05 odbyły się pierwsze tego typu zawody w Polsce odbyły się w Suminie położonym nieopodal Starogardu Gdańskiego. W poszukiwaniu różnego rodzaju maratonów pływackich przypadkiem trafiłem na zdjęcie biegaczy w piankach, czepkach oraz „łapkach”.  Poszperałem, poczytałem i znalazłem. Swimrun to dość młoda dyscyplina sportu, od około 15 lat uprawiana w Norwegii. Z biegiem czasu zawody wyszły poza granice i tak w tym roku pierwszy raz oficjalnie odbyły się zawody „POLSWIMRUN”. Formuła w założeniu jest prosta. To w czym biegniesz, w tym również płyniesz. Można mieć piankę, okulary, bojkę a  nawet płetwy ale warunek jest jeden. Biegniesz z tym wszystkim co masz na sobie w wodzie, nie można zostawiać tych rzecz z sobą. Za przykład niech posłuży to zdjęcie.
Zawodnik nie umie pływać stąd zgodnie z regulaminem posiadał ze sobą płytę styropianową o wymiarach 90×60 cm 🙂 Pogoda na zawody oraz piknik towarzyszący po zawodach wymarzona: słońce, zero chmur a i woda w jeziorze miała ok. 18 stopni. Punktualnie o 11 ruszyły obie grupy zawodników. Sprint 22 km (18 km biegu i 4 km pływania) oraz super sprint krótszy dokładnie o połowę. Wybrałem ten krótszy 🙂 Ruszyłem klasycznie, wolno żeby nie ulec tłumowi ludzi, którzy wyrwali do przodu jak emeryci na promocję karpia w lidlu 😉 do zmąconej wody wskoczyłem jako jeden z ostatnich i po pierwszym szoku (panowie wiedzą o co chodzi) ruszyłem przed siebie. Chwilę zajęło mi przyzwyczajenie się do machania nogami z butami oraz nawigacja w wodzie. Tak, to było moje pierwsze open water w tym sezonie i od razu z grubej rury. Odcinki w wodzie były krótkie, po ok 400-600 m ale pozwoliło mi to „łyknąć” kilku zawodników.

Wyjście z wody? Dramat. Błędnik szalał i przez 200-300 metrów biegu musiałem przywyknąć do nagłej zmiany orientacji z poziomu na pion. Widząc zawodników przed sobą którzy biegli w czepach na głowie, sam postanowiłem również kontynuować bieg. He he bieg 😉 człapanie nogami tak to można nazwać niż bieg. Trasa oznakowana była bardzo dobrze czasem biegło się intuicyjnie ale nikt trasy nie zgubił. Drogi szutrowe, leśne ścieżki oraz błota- takie atrakacje czekały na mnie podczas 9 km trasy lądowej. Drugie bieganie i zaczęło doskwierać mi słońce, ale czepek twardo na głowie 🙂 Marzenie o ponownym wskoczeniu do wody to było. I hop do wody. Ponownie doganiam tych, którzy mi uciekli na biegu i kilka oczek w górę. Wyjście z wody istne spa. Od stóp do głowy byłem cały w błocie i wyglądałem mniej więcej tak 😉  może nie taki szczęśliwy ale reszta się zgadza. Trzecie bieganie i zaczęło się „sprzętobranie”. Wielu zawodników gubiło bojki, „łapki” itp., także można się było obłowić. Za rok postawię tam swojego człowieka a co! Na trzecim biegu dowiaduję się ze jestem 22, całkiem nieźle myślę sobie, człapiemy dalej. Zawody rodziły duże zainteresowanie lokalnej miejscowości, którzy z uśmiechem i politowaniem patrzyli na zawodników męczących się w tym skwarze. Po trzeciej wodzie dogoniłem czterech zawodników, którzy mi na biegu uciekli ale na kolejnym etapie wodnym dogoniłem i ich wyprzedziłem. Straciłem miejsce wypracowane po kilkuset metrach biegu, na najdłuższym odcinku biegowym. Do mety ich już nie dałem rady dogonić. Przyznam szczerze gdyby stosunek bieganie-pływanie był 50-50 czy 60-40 spokojnie nadrobiłbym nie tylko te 4 miejsca ale dogonił jeszcze kilka osób z przodu stawki. Na metę wpadłem w pełnej glorii i chwale. No przynajmniej tak się czułem bo na zdjęciu wyglądam zupełnie inaczej 🙂

Kilka chwil na dojście do siebie obmycie się z resztek błota i piachu, idę sprawdzić wyniki, a tam? BOOM. 15 open i 3 w kat wiekowej. Jupi!!! 🙂 Już widzę oczami jak przy akompaniamencie muzyki z „Rydwanów Ognia” niesiony przez tłum stawiają mnie na pudle. Puchary, wieńce, kosze wędlin, bogate nagrody od sponsora. Okazało się zupełnie inaczej. Puścili Anię Wyszkoni, dali statuetkę i pogratulowali. Też super, tylko tej Wyszkoni przeboleć nie mogę…

Zawody w 99% mega udane. Rok wcześniej organizatorzy zrobili „testową” edycję, dzięki czemu na oficjalnych zawodach wszystko było dopięte na ostatni guzik i nie było absolutnie żadnych błędów i zastrzeżeń. Czemu więc 99% a nie 100%? Dajmy 1% organizatorom na zaskoczenie nas czymś za rok a nie powtórką z rozrywki. Z rozrywki przez duże R 🙂 Za rok też się pojawię na zawodach POLSWIMRUN. Jedno małe życzenie.
Więcej pływania 🙂

Dodaj komentarz