Nie wstrząśnięta lecz zmieszana … z błotem – czyli V Bieg Szlakiem Wygasłych Wulkanów – Złotoryja 2014

Niewątpliwie bieg ten jest jednym z moich ulubionych imprez przez wzgląd na nienaganną organizację, imprezy towarzyszące i jedyną w swoim rodzaju trasę.
Trasę, która wyciska z zawodników ostatnie resztki energii, niesamowicie brudzi a na mecie sprawia, że wszyscy są bardzo szczęśliwi. Trudno się dziwić – kiedy człowiek wychodzi z leśnego piekła i nagle trafia na mecie do raju. Od stycznia solidnie trenowałam, by móc OLYMPUS DIGITAL CAMERAstanąć na starcie i powalczyć o czołową pozycję. 14 czerwca, po dotarciu do Biura Zawodów, odebrałam pakiet startowy i wzięłam udział w imprezie towarzyszącej, czyli festynie podróżnika, którą w tym roku zorganizowano w Wojcieszynie – wiosce Don Kichota.

Wieczorem wystartowałam w nieobowiązkowych eliminacjach. W swojej grupie startowej, w której biegło około trzydziestu zawodników, na metę po kilometrze biegu z przeszkodami wbiegłam w pierwszej piątce. Wynik ten pozwolił mi startować w niedzielnym biegu głównym z pierwszego boksu. W boksie tym znajdują się najszybsi zawodnicy z eliminacji, zaś każdy kolejny boks to odpowiednio wolniejsi biegacze, którzy startują co 90 sekund oraz przebierańcy. W tym roku nie zabrakło nawet Conchity Wurst, Smerfnej Rodzinki, Batmanów, Mario Brosa i ekipy z JW 1158 Łask, w której znaleźć było można dwie baletnice, brzydule, jaskiniowca i minionka. Jako kobieta-żołnierz i klubowiczka ŁÓDŹ RUNNING TEAM, mogłam pobiec w barwach jednostki wojskowej.Pierwsze cztery kilometry z trzynastu, biegliśmy przez miasto, gdzie organizator rozmieścił pojedyncze przeszkody, następnie wbiegliśmy do lasu, a tam czekały na nas: wspinaczka, niesamowicie duże przewyższenia, podbiegi, zbiegi, brodzenie w błocie, bagna, rowy melioracyjne, czołganie, przeciskanie się przez opony, przepusty, wspinanie po linie, pokonywanie z pomocą innych zawodników wysokich przeszkód, a także przeprawa przez rześką i zimną rzekę Kaczawę.

Od samego początku starałam się trzymać ścisłej czołówki. Pracowałam intensywnie, nie odpoczywałam, rozgrzewałam mięśnie wspinając się na strome zbocza, po czym momentalnie je wychładzałam w zimnych wodach Kaczawy. W niektórych miejscach na trasie mogłam spotkać moje prywatnego fotoreportera i wolontariusza w jednym, który podawał mi „biegowe baterie”. Cały ten trud nie poszedł na marne, dobiegłam do mety jako 4 kobieta na 156 sklasyfikowanych. Organizator prowadził również klasyfikację służb mundurowych, dzięki czemu stanęłam na drugim stopniu podium…

Bieg ten polecam wszystkim tym, którzy chcą sprawdzić swoje możliwości nie tylko fizyczne, ale również psychiczne, oraz mają duże poczucie humoru, dla mnie był to już drugi start w tym biegu i myślę, że wejdzie on na stałe do mojego biegowego kalendarza.
Zdjęcia z biegu dostępne tutaj.

Monika Dębska

One Reply to “Nie wstrząśnięta lecz zmieszana … z błotem – czyli V Bieg Szlakiem Wygasłych Wulkanów – Złotoryja 2014”

Dodaj komentarz