Mistrzostwa Polski w Triathlonie Ekstremalnym SteelMan

Siadając do każdej relacji, zastanawiam się od czego by tu zacząć. Najłatwiej byłoby od początku, tylko wtedy gdy staram się ubrać ten początek w piękne/mądre słowa to ogarnia mnie pustka, siedzę jak student podczas sesji i patrzę w ścianę.

Najłatwiej więc będzie chyba tak:

Mistrzostwa Polski w Triathlonie Ekstremalnym SteelMan. 20.01.2018. Poznań, Jezioro Kierskie.
300 m pływania, 8 km biegu, 16 km roweru.

O co chodzi?

300m pływania w jeziorze w tylko i wyłącznie w stroju kąpielowym. Tutaj uczestnicy letnich triathlonów przecierają oczy ze zdumienia? Jak to możliwe, przecież woda w Strykowie miała 13 stopni i ledwo można było tam wytrzymać a co dopiero w styczniu bez pianek?! ?- pytali na forach.

„Jestem w szoku. Pełen podziw dla tych świrów. Ja w Strykowie w ostatniej chwili zrezygnowałem z zawodów i podawałem wodę na trasie, a co dopiero wchodzić do wody o temp. 2st” – powiedział pan Michał.

Organizatorzy wymagali od uczestników doświadczenia nie tylko w morsowaniu, ale również w pływaniu w lodowatej wodzie. Od połowy listopada był więc szmat czasu by odpowiednio przygotować się do tego (muszę przyznać, że takie pływanie jest fajne ale mega męczące dla organizmu).Zmieniono kolejność dalszych dyscyplin. Po wyjściu z wody było bieganie, by zawodnicy mogli łatwiej i szybciej się rozgrzać, na końcu rower.

Przechodząc do właściwej relacji. Zacząłem morsować w początku listopada, ot tak, dla zdrowia. Przed trzecim wejściem do wody zapisałem się na zawody i stwierdziłem, iż pora zacząć pływać. Początkowo po 200m by finalnie w grudniu regularnie pływać po 500m. Pewnie dla każdego z was, na co dzień robiących przynajmniej dwa trzy razy tyle na basenie czy OW latem, brzmi to śmiesznie, ale zapewniam, tak wesoło nie jest. Szczególnie wyjście z wody i reakcja organizmu na to co się właśnie stało. Od trzeciej sesji pływania w stawie w Kanzas oraz ubranie się przychodziło już bez najmniejszych problemów, jednak gdzieś siedziała w głowie myśl, że to wciąż za wolno.

W dni zawodów, do ostatniej chwili nie było wiadomo czy zawody się odbędą,gdyż Policja nie chciała wydać zgody na przebieg oryginalnej trasy. Na szybko wytyczono inną, w mojej ocenie dużo ciekawszą. Ostatecznie zawody odbyły się, lecz  wystartowały ponad godzinę później. Pogoda w dniu zawodów idealna na zimowy triathlon. Temperatura powietrza +1, wody +3,5 („uuuu panie, toż to gorąco” 🙂 ). Przejście przez start celem odliczenia się śmiałków (41 osób w tym 4 panie) i można stanąć na brzegu.

3,2,1 start! Nauczony doświadczeniem wskoczyłem do wody ostatni celem uniknięcia „pralki”. Tutaj treningi pływania w takiej zimnej wodzie i spokojne rozpoczęcie dało mi dużą przewagę na wieloma osobami, sporo z nich jeszcze sporo przed nawrotką przeszło do „żabki”, tak z nich wyssało to siły. Z wody wyszedłem na 13 pozycji. T1- o dziwno poszło super. Szlafrok na plecy ręcznik na ziemię. Idealnie ułożone, wg kolejności, ubrania i cyk., awansowałem 4 oczka w górę podczas gdy inni jeszcze walczyli ze skostniałymi palcami i świecili gołymi tyłkami. Brawo dla organizatora, że zapewnił Paniom namiot do przebrania się na uboczu.

Jak wspomniałem , orgowie zmienili kolejność dyscyplin dla bezpieczeństwa zawodników. Mi ciepło zrobiło się już po 10 minutach i poza jednym zarzniętym palcem w lewej stopie w ogóle nie czułem, że mam za sobą pływanie w lodowatej wodzie.

Trasa biegowa zmieniona w ostatniej chwili przed zawodami była w 99% zaśnieżoną ścieżką crossową. Tutaj na podbiegach i zbiegach dziękowałem sobie, że wziąłem buty z mocnym bieżnikiem (ach te piękne piruety panów w asfaltowych lakierkach 🙂 ). Bieganie to moja najsłabsza część więc tutaj spadłem wiele miejsc w dół <smuteczek>. T2 poszło sprawnie i gładko- znowu 4 miejsca w górę. Trasa rowerowa. Najlepszym opisem jej pierwszych 600m niech będzie „połączenie krajobrazu po wojnie i łódzkie ulic po zimie”. 🙂 Dziury, błoto, śnieg. Nie jedna osoba zaliczyła tam wywrotkę, mi na szczęście udało się tego uniknąć. Z racji dwóch pętli po 8km, ten odcinek musieliśmy pokonać czterokrotnie L. Pozostała część trasy to był piękny czysty asfalt. Przed zawodami wahałem się czy wziąć rower crossowy czy klasyczne MTB. Finalnie wybór crossowego Zethosa okazał się strzałem w „dziesiątkę” na asfalcie udało mi się odrobić kilka oczek, straconych na etapie biegowym. Zwycięzcą zawodów został Jakub Krych z czasem 1:22:05, a wśród pań Kinga Korin 1:42:29. Ja z moim wynikiem 1:43:30 uplasowałem się na 21 miejscu

Same zawody określam na duży plus. Ciekawa i inne forma, extremalnych zawodów. Trasa biegowa i rowerowa ciekawa mocno urozmaicona. Bardzo męczące w mojej prywatnej ocenie było „przeżywanie” organizatorów tych zawodów. Ja wiem, że to ich „dziecko” i cieszą się z tego, że to wypaliło, ale w mojej ocenie liczbę postów i peanów można było skrócić o połowę.

 

Osobom chcącym wziąć udział w przyszłorocznych zawodach mogę zasugerować:
-morsowanie połączone z pływaniem jest mimo wszystko konieczne ale miejcie bojkę na treningach. W regionie Łodzi morsy można spotkać na stawach w Konstantynowie Łódzkim. Morsują w środy o 18, soboty 15 oraz niedziela 12. Zawsze lepiej w grupie wchodzić do wody. Bezpieczeństwo na pierwszym miejscu
– w wodzie ciśnijcie na 80%. Szkoda płynąć na maxa, taka woda „wyciąga” bardzo dużo sił.
– w strefie zmian weźcie ręcznik pod stopy i szlafrok na ciało oraz ułóżcie rzeczy w takiej kolejności jak  będziecie zakładać- w tym przypadku znacząco ułatwia to ubieranie się
– na bieg koniecznie buty trailowe
– na rower koniecznie okulary bo ilość błota na pierwszym odcinku jest ogromna.
– nie czytajcie postów na stronie wydarzenia 😆 jest masa i jest za dużo atencyjnych osób przeżywających gorzej jak świnka morska ciążę.
-rower przełaj najlepiej się tutaj sprawdzi ale lepiej monitorować stan pogody na kilka dni przed zawodami
-przygotujcie więcej gotówki, jest już regulamin na przyszły rok i wpisowe jest o 100zł wyższe. I spieszcie się z zapisami bo będzie bardzo mało miejsc.

                                                                       W końcu to elitarne zawody 😉

 

 

 

foto. archiwum prywatne i Grzegorz Krykwiński.

Dodaj komentarz