MAM, czyli… Marta, Ania i Magda w Bieszczadach

….i nadszedł piątek, kolejny jesienny dzień, 7 października 2016 roku … o godzinie 10.00 wyruszyliśmy w Bieszczady, do Cisnej. Pierwszy przystanek był już na stacji BP przy Rzgowskiej, bo nie ma podróży bez kawy :D. Do Cisnej dojechaliśmy już po zmroku. W sobotę wybraliśmy się, jak stwierdziła Ania, na krótki spacer po okolicy, czyli… 19 km, Mała Rawka, Duża Rawka, Krzemieniec i Wetliny. spacer-30Pogoda była przepiękna, gdzieniegdzie na niebie były chmury, słońce grzało i roztapiało śnieg, tworzący gliniaste, głębokie, grząskie błoto. Po południu odebraliśmy pakiety startowe (worek, czapka albo koszulka, dezodorant albo krem, i reklamy J). Wieczór spędziliśmy w wiejskiej gospodzie degustując „regionalne” (przesolone) potrawy. Po powrocie do „pensjonatu” każdy zajął się, w skupieniu, przygotowaniami do nadchodzącego biegu. O godz. 22 wszyscy grzecznie poszliśmy spać do swoich łóżeczek.spacer-99
Budzik po raz pierwszy zadzwonił o 5.00, tylko Magda go usłyszała ;), o 5.20 jednak byliśmy wszyscy na nogach. Śniadanie smakowało nam wybornie, a gorąca kawa z mlekiem pobudziła nasze z lekka niedospane ciała oraz… brzuchy. O 6.30 wszyscy razem poszliśmy na miejsce startu, gdzie zebrała się cała grupa startujących, w tym i znajomych. Po uściskach i życzeniach udanego biegu, o godz. 7.00 wystartowała grupa na 53 km, a piętnaście minut później pozostali, biegnący 14 km.
Początek obu biegów wiódł tą samą drogą. Po około sześciu kilometrach „14-tka” skręciła w lewo, mocno pod górę, zazdroszcząc ultrasom dalszej płaskiej traszako%e2%94%bcaczenie-100-annay, ale mając świadomość, iż muszą oni pokonać jeszcze aż 47 kilometrów.
Bardzo pomocne w pokonywaniu przez Anię, trudnej, błotnistej trasy okazały się kije. Pierwsze 38 kilometrów Ania musiała pokonać w czasie nie dłuższym niż 6 h. Oczywiście udastart-7ło się jej dotrzeć w czasowym limicie do Roztok, dzięki czemu mogła kontynuować swój bieg ultra. W Roztokach posiliła się zupą pomidorową, która smakowała jej, jak nigdy. Czuła się świetnie i humor jej dopisywał mimo licznych wzniesień do pokonania. Drugi fragment trasy, z Roztok na Okrąglik, pokrywał się z fragmentem Biegu Rzeźnika, z czego Ania była bardzo zadowolona i wspominała sobie wtedy, jak biegła z Mateuszem 😉
Natomiast „14-tkę” należało przebiec w ciągu czterech godzin, co się oczywiście Magdzie i Marcie udało i uzyskały czas 2h i 10 min. Ze względu na ukończony, zdecydowanie krótszy bieg mogły pozwolić sobie na relaks przy kawie i serniku w miejscowej kawiarni. Jednocześnie myślały… gdzie jest Ania? Kiedy otrzymały sms z informacją, że do mety zostały Ani jeszcze 3 km, poszły na linię końca biegu. Tam, po dłuższym oczekiwaniu dostrzegły dwa warkoczyki i promienny uśmiech… nadbiegała Ania.
W bardzo dobrej formie, po czasie 8h i 30 min. szczęśliwie wbiegła na metę, a M&M również szczęśliwe, biły brawo. Dziewczyny gratulowały sobie nawzajem. Dla każdej z nas, mimo różnicy kilometrażu, bieg po Bieszczadach był wyzwaniem. Ciągłe górki, wzniesienia, niekiedy wiodące kilka kilometrów mocno pod górę, uzmysławiały, jak różnią się górskie biegi od biegów po płaskim podłożu. Już dziś jesteśmy zapisane na następne biegi górskie pomimo, że ich specyfikacja jest trudniejsza. Jesteśmy pod wielkim wrażeniem atmosfery u organizacji.
Dziękujemy wszystkim, którzy nas wspierali, kibicowali nam, trzymali za nas kciuki i dziękujemy sobie nawzajem za wspaniałą trzydniową przygodę.

Jesteśmy cudowne 😉
Brawo My 😀 😀 😀
Pozdrawiamy

Ps. Czy ktoś nas obserwował online ?

Dodaj komentarz